Nie poszłam za chłopakiem, w takiej sytuacji potrzebna jest chwila samotności. Lepiej niech chwilę posiedzi sam. Poszłam więc się przebrać nie chciałam chodzi po zamku w piżamie. Jak zawsze kolor czarny, zajrzałam jeszcze do telefonu, który dostałam po około pół roku siedzenia tutaj. Była godzina 2:32, czyli i tak długo jeszcze nie pośpię. Westchnęłam i położyłam go na biurku, wzięłam koc i owinęłam się nim. Było mi zimno, jednak wolałam wziąć tą puchatą czarną mięciutką rzecz niż bluzę. Przeszłam przez zamek jednak nie znalazłam w nim Calum'a, ruszyłam więc do wejścia w którym kiedyś go widziałam jak palił. Siedział tam na schodach trzymając papierosa. Usiadłam obok niego i zaoferowałam koc, zaprzeczył ruchem głowy.
- Jak się masz? - zapytałam, a on spojrzał na mnie zdziwiony. Wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się smutno.
- Mimo iż nie wiem co się stało wiem jak to jest być... po prostu złamać się. Przypomnieć o swojej przyszłości i po raz kolejny przeżyć to całe cierpienie. Nie jest łatwo jak wszyscy myślą - powiedziałam i otuliłam się bardziej kocem, uśmiech zszedł mi z twarzy, a ja sama zamknęłam oczy i położyłam brodę na kolanach.
- Życie jest do dupy - powiedział cicho wypuszczając kłębek dymu.
- Nie... życie jest życiem. Trzeba nauczyć się z niego korzystać, wszytko co było wcześniej sprawiło iż staliśmy się tacy, a nie inni. Jesteśmy tutaj bo mieliśmy taką przyszłość nie inną, życie to nasz wybór jednak trzeba nauczyć się nim kierować - odpowiedziałam i otworzyłam oczy, westchnęłam i spojrzałam na księżyc.
Calum? Cos mnie wzięło na filozofie... coś mnie wzięło...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz