-Calum! - krzyknęłam zła i spróbowałam się mu wyrwać jednak trzymał mocno. Westchnęłam zrezygnowana po kilku próbach wyrwania się z jego uścisku. Postanowiłam iż kiedyś się znudzi więc będę stała i nic nie robiła. Nie mam zamiaru przepraszać.
- Zdajesz sobie sprawę, że nie przeproszę? - zapytałam się i uniosłam głowę by spojrzeć w jego oczy, które wręcz się śmiały.
- Kiedyś musisz... - powiedział, a ja wywróciłam oczami.
- Calum... - mówiłam co i raz jednak ten nie puszczał.
- Przeproś, a cię puszczę - powiedział, a ja zamknęłam oczy i oparłam się bardziej o chłopaka.
- Jeśli przeproszę to mnie puścisz? - zapytałam i uniosłam powieki oraz wzrok na oczy Calum'a.
- Tak - odpowiedział z nadzieją w głosie. Uśmiechnęłam się lekko jednak po chwili wróciłam do dawnego wyrazu twarzy.
- Calum, Calum, Calum, jeszcze czegoś o mnie nie wiesz. Ja nigdy nie przepraszam - powiedziałam, a on wywrócił oczami.
- Nigdy nie mów nigdy - uśmiechnął się i poczochrał jedną dłonią moje włosy, wykorzystałam tą chwilę i wyrwałam się z jego uścisku. Spojrzał na mnie lekko zdezorientowany, a ja wywróciłam oczami cofając się o kilka kroków. Chłopak zaczął się zbliżać, a ja pogroziłam mu palcem.
- Nie... nawet o tym nie myśl, ja nie przeproszę, a ty nie masz zamiaru siedzieć tutaj całe dni - powiedziałam, a chłopak uniósł jedną brew w geście pytania. Pokręciłam głową i usiadłam na łóżku odkładając na szafkę bat który miałam przyczepiony do spodni. Położyłam się na łóżku i wpatrzyłam się w sufit. Plecy dalej bolały, ale ojciec postanowił się nade mną zlitować i dać mi jakąś maść przyspieszającą gojenie się ran. Zamknęłam na chwilę oczy i już po kilku sekundach poczułam jak Calum kładzie się obok mnie i znów mnie przytula. Pokręciłam głową i otworzyłam oczy.
- Czy ty nie masz dość? - zapytałam, a on zaprzeczył.
- Jak tak to pójdziemy na układ... ja idę się umyć, a potem sobie pójdziesz. Co ty na to? - zapytałam z entuzjazmem w głosie.
- Nie - odpowiedział krótko, a ja wywróciłam oczami i znów wpatrzyłam się w sufit.
- A tak w ogóle to wiesz, że jeśli ktoś tu wejdzie to mamy we dwoje przesrane? - zapytałam się go.
- Dlatego zamknąłem drzwi - powiedział z uśmiechem.
- Tak... otworzę je, a ty sobie będziesz siedział w moim fotelu po północy... bo przecież to jest normalne - rzekłam i westchnęłam.
- E tam... izolatka mi nic nie zrobi - powiedział z uśmiechem jednak po chwili zszedł mu z ust. Pewnie przypomniał sobie o moich plecach.
- Ty izolatka, ja coś innego, ale cóż to mnie wzmocni - powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
- Setna wiesz, że tak nie możesz...
- ... żyć? Muszę - przerwałam mu.
- Nie, nie musisz. Zobacz ja i Jade żyjemy dobrze mimo tego gdzie jesteśmy - powiedział z lekkim uśmiechem.
- Tak tylko ty nie jesteś synem Lorda.
- Może i nie, ale wiem jak się czujesz... no prawie - odpowiedział i objął mnie mocniej jakby chciał dodać mi otuchy.
- Nie ważne... a i tak naprawdę... zresztą nie ważne - przerwałam sobie nim było za późno. Katfrin... co się z tobą dzieje?!
- Setna mi możesz powiedzieć - rzekł, a ja zaprzeczyłam ruchem głowy.
- Za dużo już o mnie wiesz... co za dużo to nie zdrowo. Nie wiedza jest bezpieczniejsza, pamiętaj, że to ja mam chronić was. Nie wy mnie - powiedziałam.
- Przecież... ojciec kazał ci...
- Nie narażać swojego życia, co nie znaczy, że nie mogę chronić gdy mogę - przerwałam mu i od razu odpowiedziałam na pytanie które pewnie by zadał.
- Ej... przecież jestem zdrowy - powiedział z uśmiechem, a ja wywróciłam oczami .
- Nie ważne... powiedziałabym idź spać, ale pierw musisz iść do swojego pokoju, więc powiem idź do siebie.
- Najpierw przeproś - powiedział z uśmiechem.
- A sobie śpij i tu tylko daj mi się przebrać - rzekłam, a on spojrzał na mnie nieufnie.
- Uciekniesz mi - przyznał w końcu. No i moje plany poszły się jebać.
- Jak ucieknę to będziesz mógł zadać mi jeszcze dwa pytania. Więc wchodzisz w to?
- A wystarczyło tylko przytulić... wchodzę - powiedział, wywróciłam oczami. Puścił mnie, a ja zeszłam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyjęłam czarną pidżamę i bieliznę, poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Rozpuściłam mokre włosy i przebrałam się, wyszłam z łazienki i od razu położyłam się na łóżku na którym był nadal Calum.
- Więc jestem, ale nie musisz mnie przytulać... napra...- nie zdążyłam nawet powiedzieć bo chłopak przysunął mnie do siebie. Westchnęłam i ułożyłam się w miarę wygodnie, wszystko mi przeszkadzało, nikt mnie nie przytulał więc nie mogłam się przyzwyczaić do tego uczucia.
- Calum... no weź! Proszę cię... - powiedziałam próbując go odepchnąć.
- Powiedziałaś proszę, a nie powiesz przepraszam? - zapytał z lekkim niedowierzaniem.
- Nigdy ale to nigdy nie cofam słów, a na pewno nie żałuje ich wymówienia więc nie nie przeproszę - powiedziałam, a on uśmiechnął się i pocałował moje czoło.
- Grabisz sobie.... wiesz, że nie lubię dotyku - spiorunowałam go wzrokiem.
- Jak mi powiesz czemu go nie lubisz to cię puszczę - powiedział, a ja prychnęłam.
- To już wolę przytulić wszystkich na świecie, dobranoc - rzekłam i wtuliłam się w niego zamykając oczy.
- Wiem, że i tak lubisz się do mnie przytulać - powiedział, ja otworzyłam oczy i ujrzałam jego uśmiech.
- Jeszcze słowo...
- Już już, idź spać - rzekł z uśmiechem, zamknęłam więc oczy.
Calum? xD